Rafuls

Relacja z "międzynarodowego kursu instruktorskiego"

Ta relacja miała się ukazać w 6 numerze Flava Dance Magazine, przez drobną pomyłkę tak się jednak nie stało.. Ponieważ opuściłem załogę Flavy a wcześniej dostałem propozycję by współtworzyć ten portal, dlatego też możecie go przeczytać właśnie tutaj. Jako że jest to mój pierwszy artykuł na B.BoyMagazine witam Was wszystkich i zapraszam do interesującej lektury.

 

W pierwszy weekend listopada 2010 roku miałem okazję uczestniczyć w 18 lub 19 edycji „Międzynarodowego kursu na instruktora form tanecznych: Hip Hop, B.Boying, Popping, Locking” który odbył się w Poznaniu.

Bardzo wiele słyszałem na temat owego kursu ale przyznaję szczerze że to co zobaczyłem i przeżyłem na własnej skórze przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Bardzo zdziwił mnie jednak fakt ze jeszcze żadna z osób która ukończyła to „szkolenie” nie przekazała pełnej relacji z tego wydarzenia, a naprawdę jest to kwestia warta poruszenia….

Na wstępie kilka „mało istotnych szczegółów”… Jako B.Boy nie przywykłem do luksusów i absolutnie nie przeszkadzało mi to że płacąc 700 zł jestem przez dwa dni w dość małej nie klimatyzowanej sali… Ale żeby nie dać uczestnikom choćby po butelce z wodą, to już „lekkie” nieogarnięcie organizacyjne. Z resztą, na pewno mniejsze niż to że w drugi dzień nie mieliśmy nawet gdzie i kiedy kupić czegokolwiek do jedzenia będąc na sali ponad 6 godzin… No cóż..

 

Dzień I

Cały „kurs” został podzielony na dwa dni. By w nim uczestniczyć należało przedstawić świadectwo dojrzałości, pismo lekarskie potwierdzające brak przeciwwskazań zdrowotnych, oraz potwierdzony minimum 3 letni staż taneczny.

Pierwszymi zajęciami była „Rytmika” oraz „podstawy anatomii”. Po pierwszych z nich z nich spodziewałem się… po prostu wiedzy z zakresu rytmiki, niestety na ten temat nie usłyszałem praktycznie nic. Na drugich zajęciach każdy z uczestników dostał plik notatek na temat układu kostnego oraz mięśniowego a na samych zajęciach omawialiśmy dokładnie to co w notatkach.
Następnymi zajęciami był „Hip Hop”. Tu po raz pierwszy zrobiłem wielkie oczy. To w jaki sposób „instruktor” przedstawił nam ten taniec było co najmniej i naprawdę delikatnie powiedziawszy – dziwne. Sam temat nazwy tego stylu tanecznego był poruszany już setki razy, ale nie przypuszczałem że na „Międzynarodowym kursie instruktorskim” usłyszę że Hip Hop Dance to taki „wielki wór do którego wrzucamy wszystkie style taneczne bo ten nie posiada własnej bazy kroków”. Natomiast, gdy jeden z uczestników kursu zadał pytanie na temat historii tańca HH usłyszał w odpowiedzi że „z B.Boyami nie dyskusje się na tematy historii bo oni wiedzę czerpią wyłącznie z Internetu”. Wg mnie to dość nietaktowne zachowanie, rozumiem że uczestnicy nie przyjechali po to by uczyć się jakiegoś stylu ale po to by uczyć jak się uczy innych natomiast takie zachowanie chyba nie jest najlepszym przykładem do naśladowania. Nie chcę posługiwać się tutaj cytatami ale podobnych do tego wymienionego wyżej było naprawdę sporo.

 

Kolejne zajęcia to „B.Boying”. Na samym wstępie wątku na temat tańca który jest najbliższy memu sercu, chcę zaznaczyć i wyraźnie podkreślić że mam ogromny szacunek do wszystkich którzy byli w tej grze przede mną, oraz promowali ten taniec w czasach gdy w Polsce nie było absolutnie żadnej wiedzy na jego temat.


Początek zajęć i moje ogromne zdziwienie gdy słyszę od prowadzącego pytanie: „preferujecie powery czy style”… Cholera to temat zamknięty już nawet na forum Break.pl… pozostawię to bez komentarza.
Ciekawostką jaką dowiedziałem się na owych zajęciach było to iż dobrego instruktora tańca rozpoznajemy po tym jak dobrze jest rozciągnięty(wtf?)
Kolejnym szokiem jaki doznałem było nazewnictwo poszczególnych ruchów. Rozumiem doskonale że wiele lat temu w naszym kraju nikt praktycznie nie znał terminów typu: Footwork, Top Rock, Freez itp. Wiem też że jednak w pewnym momencie wiedza ta dotarła i tutaj, dlatego też nie mogę pojąć jak przyszłych „instruktorów” można uczyć nazywając ciągle nazw typu: ”stójka”, ”bieganka” itp. Itd. Co gorsza wielu po ukończeniu owego kursu uczy młode pokolenia właśnie takich nazw. Oczywiście mogę się mylić, ale skoro ci którzy tworzyli ten taniec od początku, każdemu z Basic Moves(podstawowych kroków) przypisali odpowiednie nazwy to my najzwyczajniej w świecie powinniśmy to uszanować. W taki sposób dbamy o korzenie naszej kultury.

 

Dzień II

Na temat dnia drugiego nie chcę się zbytnio rozwodzić, ponieważ oprócz dwóch ważnych aspektów niema to większego sensu.

Pierwszy z nich to niewątpliwie i zdecydowany plus całego „szkolenia”, mianowicie – Locking.
Pierwszy raz miałem okazję uczestniczyć w tak świetnie poprowadzonym warsztacie z tego stylu. Pełen konkret, bardzo miła atmosfera, naprawdę ogrom wiedzy, cała masa kroków wraz z nazewnictwem - Bestia naprawdę dziękuję!
Drugim jest tak naprawdę główny powód tej relacji- egzamin końcowy…
Egzamin polegał na tym że: w Hip Hopie należało zademonstrować krótki układ choreograficzny i nauczyć go reszty 10 osobowej grupy. Wcześniej odpowiednio go naliczając i rozliczając. W B.Boyingu natomiast nauczyć grupę jednego kroku z zakresu Top Rockingu, jednego z Footworku oraz omówić jeden Power Moves. Chyba szczegółem jest to iż cały egzamin odbywał się bez muzyki, bo przecież prawdziwy „instruktor” nie będzie uczył tańczyć do rytmu prawda? (LOL).
Nie chcę zbytnio rozwodzić się na temat HH Dance ponieważ nie jest to moja dziedzina, przyznaje jednak że co najmniej 90% nie wiedziało kompletnie czym Hip Hop Dance jest. Co nie było absolutnie problemem by stworzyć choreografię i zdać egzamin(wtf?)

Jeśli jednak mówimy o B.Boyingu to najzwyczajniej w świecie boli to że osoby które nie potrafiły zrobić(więc jak mają tego uczyć???) takich kroków jak „6 step” czy „Indiana Step” również zdały egzamin. Boję się pomyśleć jakie bzdury niektórzy „instruktorzy” po owym kursie włożą do głowy nieświadomym niczego małolatom którzy przyjdą na ich zajęcia. Sam nie raz miałem do czynienia z tępymi pajacami (nie sposób nazwać tego inaczej) którzy przez wiele lat prowadzili zajęcia w ośrodkach kultury czy szkołach tańca. Nie istotne że nigdy nie byli na żadnym Jam'ie , nie brali udziału w walkach, nie mają zielonego pojęcia czym B.Boying jest i skąd się wziął, nie mają po prostu żadnej wiedzy na ten temat… Istotne jest że maja papierek instruktorski.

Podsumowując, tekst ten nie powstał po to by obrażać kogokolwiek, lecz po to by naświetlić wciąż rażący w naszym kraju problem o którym wie bardzo wiele osób ale jednak nikt o tym nie mówi. Nie powinno w końcu być tak że ktokolwiek przyjdzie po uprawnienia do pracy z młodzieżą otrzyma je bez większego problemu.

Wiem że tekst ten trafi do szerokiego grona odbiorców, więc apeluje teraz do wszystkich tych którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tańcem z półki Street Dance: wybierając się do jakiejkolwiek szkoły tańca sprawdźcie przede wszystkim to czy dany instruktor ma świadomość tego co robi, zobaczcie jakie ma osiągnięcia na swoim koncie, porozmawiajcie z nim choćby na temat historii tańca którego uczy, a nie patrzcie na to czy ktoś posiada jakiś śmieszny papierek czy nie bo jak sami widzicie zdobyć go może praktycznie każdy.